Menu Zamknij

Mniej znaczy więcej, czyli jak uprościć komunikację z dzieckiem

Dorośli są mistrzami w utrudnianiu sobie życia i niestety, ale ma to także swoje odzwierciedlenie w komunikacji z dzieciakami. Wiem coś o tym – pracuję z nimi na co dzień i sama nie jestem pod tym względem ideałem (i całe szczęście, bo to znaczy, że jestem człowiekiem 😀 ).

Nie trzeba być perfekcyjnym, ale z całą pewnością dobrze jest dostrzegać i naprawiać popełniane przez siebie błędy, zwłaszcza te związane z wychowaniem dzieci. Często słyszę narzekania, że można mówić, powtarzać, prosić, rozkazywać nawet, a dzieciaki jakby nie rozumiały albo zupełnie ignorowały i miały w nosie nasze słowa. A może problem nie leży w dzieciakach, tylko w nas, dorosłych?  Mówimy do dzieci, ale czy w odpowiedni sposób?

Zasada jest jedna – im prościej tym lepiej. Nie utrudniajmy sobie życia i komunikacji z najmłodszymi długimi wywodami, niekończącymi się pogadankami albo monologami niczym Kordian na Mont Blanc. Przyczyna jest prosta – dużo słów to skomplikowany komunikat, którego dziecko nie jest w stanie prawidłowo rozszyfrować i odczytać. Szczególnie maluchy i przedszkolaki potrzebują jasnych i nieskomplikowanych poleceń- wielkie przemowy i dyskusje pozostawmy nieco starszym.

Długie roztrząsanie problemów i zawiłe tłumaczenia też nie zawsze są dobre – spotkałam się z opinią psychologa, że do 7 roku życia maluchom nie należy tłumaczyć, wyjaśniać i dążyć do tego, by zrozumiały, należy po prostu przedstawić im reguły i określić granice. Trochę się z tym zgadzam, bo wiadomo, dzieci wszystkiego nie są w stanie pojąć i czasami nawet najlepsze wyjaśnienie nie powoduje, że coś staje się dla nich zrozumiałe. Sama wprowadzając jakąś zasadę staram się powiedzieć, dlaczego powinno być tak, a nie inaczej, a w sytuacji konfliktowej słucham obu stron i próbuję wyjaśnić intencje i motywy kierujące danym zachowaniem.

Można długo pisać o tym, jak powinno być, ale chyba lepiej pokazać to na przykładach.

1. Wybór? Tak, ale ograniczony!

ZAMIAST „Co chcesz na śniadanie?” / „Jaką chcesz dzisiaj ubrać bluzkę?”

LEPIEJ „Zjesz kanapkę czy płatki?” / „Wolisz ubrać czerwoną czy niebieską?”

Zbyt duży wybór nie jest dobry, bo dla dziecka będzie on po prostu za trudny i nieco przytłaczający. Pozwól decydować, bo to krok w stronę jego samodzielności, ale ogranicz możliwości wyboru do dwóch, trzech i stopniowo rozszerzaj je wraz z rozwojem dziecka.

2. Bardziej szczegółowo

ZAMIAST „Ubieraj się”/ „Posprzątaj pokój”

LEPIEJ  „Załóż buty i kurtkę”/ „Odłóż książki na półkę. Schowaj klocki”

Zbyt ogólne polecenia będą o wiele mniej skuteczne niż te szczegółowe. Hasło „posprzątaj” tak naprawdę nie mówi dziecku, co powinno zrobić. Wiem, może to nam wydawać się nieco dziwne (w końcu co trudnego jest w sprzątaniu?), ale tak jest 🙂 Lepiej też nie wymieniać na jednym oddechu pięciu czynności, które dzieciaki powinny wykonać – jeśli chcecie żeby zrobiły pięć rzeczy musicie powiedzieć pięć zdań.

3. Konkretnie i z sensem

ZAMIAST „Prosiłam cię żebyś odłożył buty na półkę, ile razy można powtarzać! Środek korytarza to nie jest miejsce na buty, czy to trudno tak zrozumieć?”

LEPIEJ „Buty na półkę” / „Buty”

Czasami jedno słowo wystarczy, by dzieci przypomniały sobie, co powinny zrobić. Dobrze wiedzą, gdzie powinny być buty, ale bardzo śpieszyły się do zabawy, coś odwróciło ich uwagę, ktoś je zawołał i jakoś tak buty zostały na środku korytarza. Długie kazania i przemowy nie mają sensu, niepotrzebnie wygłaszamy setki słów i tworzymy szum komunikacyjny. Krotko, zwięźle i na temat!

4. Bardziej pozytywnie

ZAMIAST „Nie biegaj”/ „Nie krzycz”

LEPIEJ „Zwolnij”/ „Mów ciszej”

Podobno ludzki umysł ma tendencję do pomijania słowa NIE w komunikatach, więc wprowadź więcej pozytywnych wyrażeń! „Nie biegaj” można zamienić na „zwolnij”, „usiądź”, u mnie działa też „żadnego biegania”.

5. Powiedz, co czujesz zamiast oskarżać

ZAMIAST „Jesteś niegrzeczny, czy musisz tak hałasować, gdy pracuję?”/ „Zachowujesz się nieznośnie, zawsze przerywasz nam rozmowę”

LEPIEJ „Przeszkadza mi, gdy hałasujesz kiedy pracuję, nie mogę się wtedy skupić”/ „Nie lubię, gdy przerywasz mi rozmowę, chciałabym żebyś spokojnie poczekał aż skończę mówić”

Unikajmy wyrażeń typu niegrzeczny, nieznośny, natrętny, złośliwy, ty zawsze, ty nigdy. Przede wszystkim nie mówią one dzieciom jak powinny się zachowywać i dlaczego jesteśmy zdenerwowani. Poza tym za ich pomocą przyklejamy dziecku etykietkę, a przecież nasza pociecha nie jest ani nieznośna, ani niegrzeczna, ani złośliwa (choć czasami tak się zachowuje). Zamiast komentarzy dotyczących osobowości i charakteru powiedzmy szczerze, co czujemy!

Te zmiany wydają się z pozoru niewielkie, ale przynoszą efekty – przekonajcie się sami 🙂 Na początku może wymagać to dużej samokontroli i ugryzienia się w język w odpowiednim czasie, ale naprawdę warto. Skoro można sobie nieco ułatwić życie, to aż grzech nie spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *