Menu Zamknij

Światu potrzebna jest czułość

Coś jest ze światem nie tak powiedziała Olga Tokarczuk w swoim noblowskim przemówieniu. Z mistrzowską precyzją i dużą wrażliwością zdefiniowała to, co dzisiaj najbardziej nas boli, o czym zapominamy, wskazała na pułapki, w które co i rusz wpadamy. Zostawiła nas także z wieloma pytaniami i zostawiła pole do własnej interpretacji tego, co dzieje się dookoła. Czy nosimy w sobie czułego narratora świata? Czy jesteśmy uważni, świadomi i widzimy dalej niż na wyciągnięcie własnej ręki? Czy potrafimy wspomnianą przez noblistkę czułość przekazać kolejnym pokoleniom i pomóc im zrozumieć współczesną rzeczywistość?

Wykład nasycony jest niezwykłą mądrością, zdaniami, które każdy z nas powinien usłyszeć i przeczytać kilkukrotnie, a potem zastanowić się nad ich znaczeniem i przemyśleć stojącą za nimi wartość. Olga Tokarczuk mówi wprost, że odbieramy świat fragmentarycznie, z perspektywy własnego „ja” zapominając, że jest on o wiele bardziej złożony. Budujemy obraz rzeczywistości i innych osób z elementów udostępnianych w social mediach, a co gorsza próbujemy tworzyć prawdę o nas samych za pomocą obrazków wystawianych publicznej ocenie.

Swój wykład pisarka rozpoczęła od wspomnienia matki, a w całym wystąpieniu kilkukrotnie odnosiła się do przeżyć i doświadczeń z dzieciństwa.

Ta krótka wymiana zdań gdzieś na zachodniej polskiej prowincji pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku, wymiana zdań między moją mamą i mną, jej małym dzieckiem, utkwiła mi na zawsze w pamięci i dała zapas mocy na całe życie.

To zdanie skłoniło mnie do przemyśleń, jak wielki wpływ mamy na ludzi będących obok nas, szczególnie tych najmłodszych.

To my, dorośli, objaśniamy im świat i wyposażamy w emocjonalny i intelektualny ekwipunek, który nosić będą przez całe życie i z czasem przekazywać dalej. Nasze rozmowy z dziećmi, czytane im bajki i baśnie, opowiadane historie, uściski, uśmiechy, wyrazy troski i serdeczności tworzą ich charakter, osobowości i sposób patrzenia na świat. To samo dzieje się, gdy okazujemy zniecierpliwienie, krzywdzimy słowem lub czynem, zaniedbujemy, lekceważymy, przestajemy szanować, pokazujemy gniew i traktujemy niesprawiedliwie. Wszystko, co robimy wobec drugiego człowieka, zostawia ślad na jego umyśle, sercu lub jak kto woli, duszy. Warto więc odnaleźć w sobie wspominaną przez noblistkę czułość, nie tylko na potrzeby literackiej narracji. Warto, a nawet trzeba.

Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”. Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym, współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny.

Choć Tokarczuk mówiła o czułości w kontekście literatury, warto jej słowa przenieść dalej. Świat jak nigdy potrzebuje naszej czułości, uważności i zrozumienia. Jak nigdy potrzebuje czułych obserwatorów i narratorów, mądrych i przemyślanych decyzji, osób gotowych do wzięcia odpowiedzialności nie tylko za samych siebie, ale za całość, jaką wspólnie tworzymy.

Zachęcam Was do obejrzenia wystąpienia Olgi Tokarczuk lub przeczytania noblowskiego wykładu – znajdziecie go m.in. TUTAJMacie jakieś własne spostrzeżenia? Podzielcie się nimi w komentarzach lub na profilu Aga i dzieciaki na Facebooku  Zapraszam do dyskusji!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *